Duszpasterskie wizyty w domach, popularnie zwane kolędą, nie przypominają już tych sprzed lat. Choć po Nowym Roku kapłani ruszają do wiernych, powszechny obrazek ministrantów stukać do wszystkich drzwi zniknął w wielu miejscach bezpowrotnie. Dziś dominują dwa różne podejścia do tej tradycji.
Wizyta tylko dla chętnych
Wiele parafii, jak na przykład koszalińska parafia pw. Ducha Świętego, postawiło na model oparty na zaproszeniach. Duchowni podkreślają, że idą tam, gdzie ludzie rzeczywiście chcą się spotkać z kapłanem. Dzięki temu wizyty nie są już „w biegu”, a zamieniają się w autentyczne spotkania duszpasterskie i czas na prawdziwą rozmowę.
- Nowoczesna baza: Raz wysłane zaproszenie wystarczy, by trafić na stałą listę odwiedzin.
- Mniej stresu: Księża unikają nieprzyjemnych sytuacji, pukając tylko tam, gdzie są mile widziani.
Tradycja ponad wszystko
Nie wszędzie jednak zrezygnowano ze starego zwyczaju. W parafii pw. św. Wojciecha w Koszalinie kapłani nadal odwiedzają wszystkich mieszkańców, wierząc, że każdemu warto zaproponować spotkanie, pukając do drzwi. Proboszcz tej parafii zaznacza, że chce dotrzeć także do tych, którzy sami nie mieliby odwagi zaprosić księdza lub po prostu pogubili się duchowo.
Choć po pandemii statystyki odwiedzin nieco spadły, duchowni zauważają, że sytuacja zaczyna się stabilizować, a w niektórych miejscach liczba chętnych powoli rośnie. Bez względu na model, cel pozostaje ten sam: prawdziwa rozmowa o Bogu, Kościele i parafii oraz o wszystkim, co ważne dla mieszkańców. Czas pokaże, jak tegoroczna kolęda wpisze się w nowe przyzwyczajenia wiernych.
Fotografia: pixabay.com

