Zamiast czekać w nieskończonych kolejkach lub wisieć na telefonie do rejestracji, coraz częściej wybieramy drogę na skróty. Wyciągamy smartfona, wpisujemy objawy i czekamy na wyrok algorytmu. Najnowsze dane są bezlitosne: dla ponad 40 milionów ludzi dziennie ChatGPT stał się lekarzem pierwszego kontaktu. To już nie jest technologiczna nowinka dla geeków, ale masowa rewolucja w dbaniu o zdrowie, która właśnie dzieje się na naszych oczach.
Cyfrowy Doktor House
Liczby mówią same za siebie. Z popularnego bota korzysta regularnie ponad 800 milionów osób, a spora część z nich traktuje go jak wyrocznię medyczną. O co najczęściej pytamy sztuczną inteligencję?
- Interpretacja objawów – ponad połowa użytkowników chce wiedzieć, co oznacza ten dziwny ból czy wysypka.
- Tłumaczenie żargonu – kiedy lekarz mówi niezrozumiałym jęzkiem, AI wyjaśnia diagnozę „na nasze”.
- Biurokracja – miliony zapytań dotyczą ubezpieczeń, planów medycznych i walki z rachunkami za leczenie.
Pomoc, gdy przychodnia zamknięta
Fenomen cyfrowego lekarza wynika z jego dostępności. Bot nie potrzebuje snu, kawy ani wolnych weekendów. Statystyki pokazują, że aż 7 na 10 rozmów o zdrowiu odbywa się poza standardowymi godzinami pracy przychodni. Szczególnie widać to w regionach, gdzie dostęp do szpitala jest utrudniony – tam AI staje się jedyną deską ratunku.
Co ciekawe, granica zaciera się również po drugiej stronie. Jak wynika z raportów, niemal połowa pielęgniarek w USA przyznaje się do wspierania swojej pracy narzędziami sztucznej inteligencji.
Śmiertelnie groźne halucynacje
Eksperci ostrzegają jednak, że samodiagnozowanie się za pomocą bota to gra w rosyjską ruletkę, w której stawką jest nasze życie. Problemem są tzw. halucynacje, czyli momenty, gdy AI z pełnym przekonaniem podaje nieprawdziwe informacje. Nie są to tylko teoretyczne obawy.
Głośnym echem odbiła się historia 60-latka, który trafił do szpitala z ciężkim zatruciem po tym, jak zasugerował się porady bota i zaczął suplementować niewłaściwy pierwiastek. To brutalne przypomnienie, że technologia, choć pomocna, wciąż nie bierze odpowiedzialności za swoje słowa.
Politycy chcą okiełznać algorytmy
Sprawa stała się na tyle poważna, że zainteresowali się nią politycy z najwyższych szczebli. Trwają prace nad regulacjami, które mają umożliwić bezpieczny przepływ dokumentacji medycznej między aplikacjami a pacjentami. Agencje rządowe szukają też sposobów na skuteczną weryfikację algorytmów, zanim te zostaną dopuszczone do „leczenia” ludzi.
Stajemy więc przed wyborem: albo nauczymy się mądrze korzystać z cyfrowych asystentów, albo utoniemy w morzu błędnych diagnoz generowanych przez maszyny.

