Doba hotelowa w niezłym standardzie czy nocleg pod opieką służb? Cenowo wychodzi na to samo. W Koszalinie za noc spędzoną w izbie wytrzeźwień trzeba zapłacić 430 złotych. Mimo tak wysokiej stawki, chętnych nie brakuje – w minionym roku trafiło tam aż 1429 osób. Problem w tym, że większość z nich traktuje ten pobyt jako darmową usługę na koszt miasta.
Rachunek, którego nikt nie chce płacić
Utrzymanie placówki to ogromne obciążenie dla samorządu. Wysoka cena za pobyt nie bierze się z sufitu – wynika z konieczności zapewnienia całodobowej obsady, w tym opieki lekarskiej, niezależnie od liczby „pensjonariuszy”. W ubiegłym roku miasto wydało na ten cel ponad półtora miliona złotych. Jak wynika z danych urzędowych, ściągalność należności jest dramatycznie niska:
Zobowiązania do zapłaty wynoszą ponad 600 tysięcy złotych, a do budżetu realnie wpłynęło zaledwie około 11 procent tej kwoty.
Dzieje się tak dlatego, że stałymi bywalcami izby są często osoby w kryzysie bezdomności, które po prostu są niewypłacalne. Mimo to w tegorocznym budżecie zaplanowano na działalność ośrodka jeszcze wyższą kwotę, sięgającą blisko 1,9 mln zł.
Kiedy interweniują służby?
Strażnicy miejscy i policjanci nie mają jednak wyboru. Jeśli czyjeś zachowanie zagraża bezpieczeństwu, konieczna jest interwencja. Zgodnie z przepisami, do izby wytrzeźwień trafiają osoby nietrzeźwe (niezależnie od płci i wieku), które spełniają konkretne przesłanki:
- swoim zachowaniem wywołują zgorszenie w miejscu publicznym lub pracy;
- stwarzają zagrożenie dla własnego życia lub zdrowia;
- zagrażają bezpieczeństwu innych osób.
To trudny temat, w którym kwestie bezpieczeństwa publicznego zderzają się z twardą ekonomią i problemami społecznymi, za które ostatecznie płacimy wszyscy.
Fotografia: pixabay.com

