Jeszcze nie tak dawno temu wizyta w kiosku kojarzyła się z przyjemnym rytuałem. Kupowaliśmy prenumeraty gazet z kolekcjonerskimi dodatkami, mapami nieba czy poradnikami ogrodniczymi. Wtedy jednak, płacąc za magazyn, mieliśmy go na własność do końca życia. Dziś ten sentyment zastąpiła brutalna rzeczywistość cyfrowa, w której model „kup i miej” odchodzi do lamusa na rzecz wiecznego wypożyczania.
Luksus na abonament, czyli wpadka BMW
Idealnym przykładem absurdu dzisiejszych czasów stała się sytuacja z 2022 roku, kiedy to gigant motoryzacyjny BMW wpadł na pomysł subskrypcji na… podgrzewane fotele. Wyobraźcie sobie: kupujecie drogie auto, macie w nim zamontowane wszystkie grzałki, ale działają one tylko wtedy, gdy opłacacie miesięczny haracz.
Cennik prezentował się następująco:
- Miesięczny dostęp do ciepła: ok. 80 zł.
- Dostęp na rok: ponad 800 zł.
- Opcja „na zawsze” (po zakupie auta!): ponad 1800 zł.
Do tego dochodziły opłaty za podgrzewaną kierownicę czy nawet dźwięk silnika w głośnikach. Na szczęście, klienci zagłosowali portfelami, a internet wyśmiał ten pomysł tak skutecznie, że producent po roku wycofał się z tego rozwiązania. To jednak pokazało, w jakim kierunku zmierzają wielkie korporacje.
Drukarka, która strajkuje bez Internetu
Kolejnym „genialnym” rozwiązaniem jest system wprowadzony przez HP. Kiedyś sprawa była prosta: kończył się tusz, kupowałeś nowy i drukowałeś. Teraz, w modelu Instant Ink, płacisz nie za tusz, ale za pakiet stron. Możesz mieć pełne kartridże, ale jeśli przekroczysz limit lub przestaniesz płacić abonament – drukarka ani drgnie.
Co więcej, sprzęt musi być stale podłączony do sieci. Awaria Wi-Fi? Zapomnij o wydrukowaniu ważnych dokumentów. Wiele osób zauważa, że przy sporadycznym drukowaniu taniej i bezpieczniej jest po prostu skorzystać z punktu ksero, niż wiązać się umową na sprzęt, który stoi na naszym biurku, ale mentalnie należy do korporacji.
Oprogramowanie jako usługa, a nie produkt
Świat cyfrowy również przeszedł rewolucję. Pamiętacie czasy, gdy kupowało się pudełko z Photoshopem lub pakietem Office i używało przez lata? To se ne vrati. Obecnie giganci tacy jak Adobe czy Microsoft promują model subskrypcyjny.
Jeśli przestaniesz płacić blisko 200 zł miesięcznie za pakiet graficzny, tracisz narzędzie pracy. To budzi sprzeciw, zwłaszcza że na rynku pojawiają się darmowe lub tańsze alternatywy, takie jak Canva czy produkty Affinity, które oferują model jednorazowego zakupu. Podobnie jest z aplikacjami mobilnymi – darmowe wersje to często wydmuszki, a „triale” mają za zadanie złapać nas w pętlę zapomnianych, comiesięcznych płatności.
Czarna wizja przyszłości
Kultura masowa już reaguje na te zmiany. W jednym z odcinków serialu Czarne lustro przedstawiono przerażającą wizję, w której ratowanie życia i zdrowia zależy od miesięcznej subskrypcji. Bohaterowie muszą płacić abonament, aby utrzymać funkcjonowanie bliskiej osoby, a brak opłaty „premium” skutkuje… przymusowym oglądaniem reklam czy utratą kontroli nad własnym ciałem.
Choć to fikcja, mechanizm jest niepokojąco znajomy. Uzależnienie podstawowych funkcji od cyklicznych opłat staje się standardem. Pytanie brzmi: czy potrafimy się z tego wyplątać? Życie bez subskrypcji jest możliwe, choć wymaga odrobiny wysiłku – szukania zamienników i świadomego wybierania produktów, które po zakupie naprawdę stają się naszą własnością.
Fotografia: pixabay.com

