Kto by pomyślał, że kwestie ostateczne staną się przedmiotem giełdowej spekulacji? Popularna platforma finansowa Polymarket przyciągnęła aż 3,3 miliona dolarów w zakładach o to, czy Jezus Chrystus powróci na ziemię. Choć brzmi to jak scenariusz abstrakcyjnej komedii, dla wielu użytkowników była to okazja do czystego zarobku.
Zysk lepszy niż z obligacji skarbowych
Początek stycznia przyniósł twarde rozstrzygnięcie, które ucieszyło przede wszystkim niedowiarków. Zakład rozliczono na korzyść sceptyków wątpiących w powtórne przyjście Syna Bożego w minionym roku. Co najciekawsze, osoby obstawiające opcję „nie” osiągnęły roczny zwrot na poziomie 5,5%. Taki wynik pozwolił im przebić rentowność amerykańskich obligacji skarbowych, co w świecie finansów jest nie lada wyczynem.
Mimo braku biblijnego przełomu, gracze nie zamierzają się wycofywać. Wyznając zasadę, że aby wygrać, trzeba grać, błyskawicznie przenieśli zgromadzony kapitał na nowy kontrakt. Obecnie celownik inwestorów jest ustawiony na rok 2027 – to właśnie do tego czasu Jezus ma według nich zstąpić na ziemię.
Rozrywka kosztem wiarygodności?
Choć platformy takie jak Polymarket kojarzone są głównie z poważną analizą polityczną i gospodarczą, wprowadzanie tematów religijnych budzi spore emocje. W sieci nie brakuje głosów krytycznych dotyczących tego typu zakładów:
- Eksperci ostrzegają: Takie działania mogą być szkodliwe dla profesjonalnego wizerunku platform finansowych.
- Kontrowersje: Wykorzystywanie wiary do hazardu dla wielu osób przekracza granice dobrego smaku.
- Wartość rozrywkowa: Z drugiej strony, dla młodszych pokoleń inwestorów to przede wszystkim forma nowoczesnego, internetowego show.
Czy religijne spekulacje na stałe wpiszą się w krajobraz cyfrowych finansów? Na ten moment jedno jest pewne – na powrocie Mesjasza najlepiej zarobili ci, którzy w niego na giełdzie… nie uwierzyli.
Fotografia: pixabay.com

