Pamiętacie głośny eksperyment, w którym zlepek neuronów nauczył się grać w Ponga? To był dopiero początek. Naukowcy poszli o krok dalej i jeszcze w tym roku na rynek trafi CL1 – pierwsza komercyjna hybryda układów scalonych i żywych, ludzkich komórek. To urządzenie, które nie tylko przetwarza dane, ale dosłownie „myśli”, wykorzystując biologię do wspierania technologii.
Biologia kontra zużycie energii
W dobie, gdy centra danych pożerają prąd na skalę małych państw, ten „biokomputer” wnosi prawdziwą rewolucję ekologiczną. Choć CL1 nie ściga się jeszcze prędkością z superkomputerami, bije je na głowę efektywnością energetyczną. Jeden regał wypełniony tymi maszynami potrzebuje zaledwie 1000 watów mocy – to mniej więcej tyle, ile zużywa Twój domowy czajnik.
Jak podkreślają twórcy rozwiązania, neuron jest samoprogramujący, elastyczny w nieskończoność i stanowi efekt czterech miliardów lat ewolucji. To właśnie tę naturalną doskonałość cyfrowe modele AI próbują naśladować ogromnym kosztem, podczas gdy tutaj mamy ją dostępną na starcie jako „biologiczne AI”.
Do czego przyda się mózg w pudełku?
To nie tylko technologiczna ciekawostka, ale potężne narzędzie badawcze. Użytkownicy mogą wysyłać kod bezpośrednio do sieci neuronów, które reagują na impulsy elektryczne jak na strumień danych. Możliwości są fascynujące:
- Badania nad AI: testowanie kreatywności i pamięci w systemach hybrydowych.
- Medycyna: sprawdzanie reakcji komórek na leki bez udziału pacjentów.
- Neurologia: obserwacja, jak leki wpływają na zdolność uczenia się (np. komórek epileptycznych).
Co ciekawe, neurony hodowane są z komórek skóry i krwi dorosłych dawców. Choć żywotność takiej „matrycy” wynosi obecnie około sześciu miesięcy, potencjał jest ogromny. Nie musisz też wydawać fortuny (około 35 tysięcy dolarów) na zakup własnej maszyny. Dostęp do tego niezwykłego biokomputera będzie można wynająć zdalnie już za 300 dolarów tygodniowo.
Fotografia: pixabay.com

