Hala pod Dębowcem w Bielsku-Białej stała się ostatnio areną wielkiego święta sportu, które przyciągnęło ponad 1200 zawodników z aż 14 krajów. Na matach o medale walczyli reprezentanci m.in. Gruzji, Indii czy Izraela. Niestety, sportowa rywalizacja zeszła na drugi plan przez incydent, o którym mówi się teraz głośniej niż o samych wynikach.
Sędzia na celowniku trenerów
Atmosfera zgęstniała, gdy szkoleniowcy jednego z izraelskich klubów nie zgodzili się z werdyktem wydanym przez arbitra. Zamiast drogi formalnej, wybrali siłową – wedle relacji świadków, rzucili się oni na sędziego z pięściami. Sprawa szybko nabrała międzynarodowego rozgłosu, gdy do akcji wkroczyła dyplomacja.
Pojawiły się ostre zarzuty sugerujące tło narodowościowe. W wydanym komunikacie podkreślono, że w sporcie nie ma miejsca na przemoc ani obelgi, a władze wezwano do pociągnięcia winnych do odpowiedzialności i zapewnienia bezpieczeństwa sportowcom.
Brak zgody na agresję
Organizatorzy turnieju przedstawiają jednak zupełnie inny obraz sytuacji, stanowczo zaprzeczając oskarżeniom o dyskryminację. Decyzja była błyskawiczna: agresywny klub został wykluczony z zawodów za rażący brak kultury i łamanie zasad fair play.
- Judo to tzw. „biała” dyscyplina, oparta na szacunku.
- Niedopuszczalne są rękoczyny, zwłaszcza podczas imprezy dla dzieci i młodzieży.
- To dorośli mają dawać przykład, a nie uczyć agresywnych zachowań.
Zarówno organizatorzy, jak i inni uczestnicy wydarzenia potwierdzają, że nikt nie obrażał młodych zawodników, a całą szarpaninę sprowokowali wyłącznie impulsywni trenerzy, którzy nie potrafili pogodzić się z decyzją sędziowską.
Fotografia: pixabay.com

