Dobre wieści dla wszystkich, którzy dążą do długowieczności, choć dla wielu mogą one brzmieć jak scenariusz z horroru. Zapomnijcie o morderczych treningach, liczeniu kalorii czy odstawianiu ulubionych używek. Według najnowszych badań kluczem do sukcesu jest… rezygnacja z życia intymnego i posiadania potomstwa. Analiza przeprowadzona na 117 gatunkach ssaków potwierdza, że ograniczenie rozmnażania wydłuża życie średnio o 10%.
Energetyczny koszt miłości
Dlaczego natura tak surowo nas traktuje? Wszystko sprowadza się do energii. Zjawisko to wynika z wysokich kosztów energetycznych ciąży, laktacji oraz zachowań godowych, które dosłownie wyczerpują organizm od środka. Okazuje się, że bycie „singlem z odzysku” (w wersji biologicznej) pozwala zaoszczędzić zasoby, które organizm przeznacza wtedy na naprawę komórek i wolniejsze starzenie się.
Mniej testosteronu, więcej świeczek na torcie
W przypadku samców sprawa jest jasna, choć bolesna. Kluczowe znaczenie ma usunięcie testosteronu, co łagodzi agresję i spowalnia procesy starzenia, zwłaszcza przy wcześnie przeprowadzonym zabiegu. Historia zdaje się to potwierdzać – dane dotyczące eunuchów sugerują, że żyli oni średnio o 18% dłużej niż ich „pełnowartościowi” koledzy.
U pań sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana:
- Odciążenie organizmu: Brak cykli rozrodczych i infekcji to duży plus dla zdrowia.
- Wpływ medycyny: Dzięki współczesnej opiece lekarskiej wpływ sterylizacji na długość życia kobiet jest obecnie minimalny.
- Ryzyko: Usunięcie jajników w młodym wieku może negatywnie odbić się na zdrowiu w późniejszych latach.
Choć perspektywa dłuższego życia o 10% brzmi kusząco, metoda „na eunuha” raczej nie stanie się hitem tegorocznych postanowień noworocznych. Wygląda na to, że za każdy dodatkowy rok życia trzeba zapłacić… dość osobistą cenę. Pozostaje pytanie, czy życie bez pewnych radości jest w ogóle warte tej dodatkowej dekady?
Fotografia: pixabay.com

