Znasz tę piosenkę: „piłem w Spale, spałem w Pile…”? Pewien 70-latek najwyraźniej uznał, że to nie tylko tekst hitu, ale gotowy plan dnia. Problem w tym, że zamiast dalej smacznie spać, postanowił sprawdzić, czy po wesołym wieczorze może już kręcić kółkiem. Pomysł niby dobry, bo profilaktyka to podstawa, ale wykonanie… no cóż, pozostawia sporo do życzenia. 😂
Kierowca z ułańską fantazją
17 stycznia w godzinach popołudniowych mężczyzna podjechał pod samo wejście miejscowego komisariatu. Już sam fakt, że przyjechał tam autem, by sprawdzić swoją trzeźwość, powinien zapalić mu w głowie czerwoną lampkę. Gdy wysiadł z wozu i „chwiejnym krokiem” ruszył w stronę ogólnodostępnego alkomatu, dyżurny policjant od razu wyczuł, że to nie będzie zwykła wizyta interesanta. 🚶♂️🥴
Senior miał spore problemy techniczne z obsługą urządzenia, więc z pomocą uprzejmie pospieszył oficer dyżurny. Wynik? Maszyna nie miała litości – lampka zaświeciła się na czerwono szybciej niż neon nad dyskoteką. 🚨
Słona cena za „odwagę”
Na miejsce natychmiast wezwano patrol, który przebadał kierowcę profesjonalnym sprzętem. Wynik nie pozostawiał złudzeń: ponad promil alkoholu w organizmie. Zamiast pochwały za odpowiedzialność, 70-latka spotkały bardzo bolesne konsekwencje:
- Natychmiastowa utrata prawa jazdy,
- Możliwość trafienia za kratki nawet na 3 lata,
- Sprawa w sądzie, która na pewno nie będzie tak zabawna jak ten rajd.
Morał z tej historii jest krótki: jeśli nie jesteś pewien, czy procenty już wyparowały, na komendę idź pieszo albo wezwij taksówkę. Darmowy alkomat na policji to super sprawa, ale pod warunkiem, że nie parkujesz pod nim własnego auta, będąc „pod wpływem”. 🍻🚫
Fotografia, źródło: joemonster.org

