W nocy z soboty na niedzielę znów czeka nas gimnastyka z zegarkami. Choć przesunięcie wskazówek zajmuje sekundę, nasze ciało potrzebuje znacznie więcej czasu, by ogarnąć ten chaos. Fundują nam po prostu społeczny jetlag, który rozjeżdża nasz wewnętrzny rytm z tym, co oficjalnie pokazuje zegarek na ścianie.
Trzy światy w jednym ciele
Warto pamiętać, że funkcjonujemy w trzech różnych czasach: słonecznym, społecznym i biologicznym. Ten pierwszy wynika z natury, drugi z ustaleń urzędników, a trzeci steruje naszym snem i hormonami. Problem w tym, że zegar biologiczny nie daje się przestawić tak łatwo, jak robi się to jednym ruchem wskazówek. Nasz organizm jest mocno przywiązany do światła – gdy robi się jasno, ciało hamuje wydzielanie melatoniny i szykuje nas do boju. Kiedy nagle przesuwamy czas do przodu, budzik dzwoni w momencie, gdy organizm wcale nie uważa jeszcze, że to dobry moment na wejście w dzień.
Kto obrywa najmocniej?
Wiosenna zmiana to nie tylko jedna krótsza noc. To sytuacja, w której rano wstajemy za wcześnie względem biologii, a wieczorem dłużej jesteśmy wystawieni na światło, co utrudnia naturalne zasypianie. Niektórzy czują się przez to totalnie rozbici, senni i gorzej skupieni. Szczególnie wrażliwe na te zmiany są konkretne grupy:
- nastolatki, których rytm dobowy i tak jest już mocno przesunięty,
- seniorzy oraz osoby z chorobami przewlekłymi,
- osoby pracujące bardzo wcześnie rano.
Zdrowie na zakręcie
Marcowe „skakanie do przodu” to realny stres dla układu krążenia. Badania pokazują niewielki, ale powtarzalny wzrost ryzyka zawałów serca w pierwszych dniach po zmianie czasu. Jeszcze gorzej wygląda sprawa z udarami – częstość niedokrwiennych udarów mózgu bywa o 8 proc. wyższa w ciągu dwóch pierwszych dni po przestawieniu zegarków. To krótkie okno, w którym nasze ciało płaci za nagłą zmianę wyższą cenę niż zwykle.
Zima lepsza niż lato?
Choć wielu z nas kocha długie letnie wieczory, eksperci od snu mają inne zdanie. Twierdzą oni, że stały czas standardowy (zimowy) byłby znacznie zdrowszy, ponieważ lepiej pokrywa się z naturalnym światłem poranka. To właśnie poranne słońce najskuteczniej ustawia nasz wewnętrzny zegar. Analizy sugerują, że rezygnacja z sezonowego wachlowania czasem mogłaby w skali całego społeczeństwa oznaczać mniej przypadków otyłości i udarów.
A co z oszczędzaniem energii? Ten argument dawno stracił na sile. Dzisiejsze analizy pokazują, że zyski są znikome, a czasem wręcz zużywamy więcej prądu, choćby na klimatyzację. Mimo że Europa debatuje nad końcem zmian czasu od lat, na razie temat utknął w urzędniczych procedurach. Pozostaje nam więc uzbroić się w cierpliwość i dodatkową dawkę kawy w poniedziałkowy poranek. ☕
Fotografia: pixabay.com
