Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Białogardzie z pewnością nie należała do nudnych. Choć w planie były standardowe punkty, jak sprawdzanie kworum czy wystąpienia mieszkańców, prawdziwe emocje zapewniła burmistrz miasta. Emilia Bury weszła w tryb ostrej konfrontacji i pokazała, że potrafi być wyjątkowo „pobudzona” w dyskusji z radnymi, nie szczędząc im złośliwości. ⚡
Ostre słowa i finansowe wyliczenia
Zaczęło się od niewinnych spojrzeń, które szybko przerodziły się w słowne przepychanki. Co się pan na mnie patrzy? – dopytywała zaczepnie pani burmistrz jednego z radnych, gdy tylko zabrała głos. Atmosfera gęstniała z każdą minutą, a na celowniku szybko znalazły się diety radnych. Zdaniem włodarki miasta, samorządowcy zarabiają zdecydowanie za dużo w stosunku do odpowiedzialności, jaką biorą na swoje barki. ✨
Podczas wymiany zdań padły mocne argumenty finansowe i bardzo bezpośrednie polecenia. 3200 złotych radny bierze – zero odpowiedzialności. A ja biorę 14 tysięcy miesięcznie za to żeby pana głupot wysłuchiwać teraz… niech się pan zamknie – wypaliła burmistrz prosto w stronę jednego z samorządowców. To krótkie ucięcie dyskusji natychmiast wywołało reakcję przewodniczącego rady, który próbował ratować sytuację i apelował o uspokojenie nastrojów. 👊
Temperatura jak w domu
Pani burmistrz nie zamierzała jednak spuszczać z tonu i na prośbę o obniżenie temperatury sporu zareagowała błyskawiczną ripostą. Stwierdziła krótko, że niech pan w domu obniża temperaturę. Wygląda na to, że lokalna polityka w Białogardzie wchodzi na zupełnie nowy poziom intensywności, a mieszkańcy zamiast nudnych obrad dostali dawkę mocnych wrażeń prosto z ratusza. 🍿🎬
Fotografia: bip.bialogard.info
