Krwawa noc na obrzeżach Koszalina
Mieszkańcy osiedla Jamno nie mają spokojnych snów. W nocy doszło tam do brutalnego ataku na lokalną hodowlę owiec. Drapieżniki wykazały się dużą determinacją – zrobiły podkop pod płotem na południowo-zachodnim krańcu zagrody i wdarły się do środka. Bilans poranka jest wstrząsający: siedem zwierząt nie żyje, a dziesięć kolejnych jest rannych, w tym kilka bardzo ciężko. 🐑🩸
Gospodarz, który rano odkrył tragedię, nie ma wątpliwości, z kim ma do czynienia. Choć w regionie widywano rysie, to charakterystyczne wygryzione gardła i podbrzusza to wyraźne znaki rozpoznawcze wilków. Właściciel podejrzewa, że coś mogło je spłoszyć, bo na miejscu nie było tyle krwi, ile można by się spodziewać po takiej masakrze. Najbardziej bolesny jest fakt, że niemal wszystkie zaatakowane owce były wysokokotne i lada moment miały urodzić młode. 😢
Służby mają związane ręce?
Sprawa została zgłoszona na policję oraz do Straży Miejskiej. Wkrótce na miejscu pojawią się eksperci z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, aby wycenić straty. Jednak dla hodowcy pieniądze to nie wszystko. Jak sam przyznaje, człowiek cały rok szykował się do tych porodów, a teraz zamiast młodych jagniąt musi wzywać weterynarza do opatrywania głębokich ran szarpanych. 🩺🩹
Mieszkańcy liczą na konkretne działania, ale sytuacja prawna jest skomplikowana:
- wilki znajdują się pod ścisłą ochroną,
- odstrzał bez specjalnej zgody ministerstwa jest surowo zakazany,
- zwierzęta te potrafią przemieszczać się na ogromne odległości w krótkim czasie.
Służby miejskie zapewniają, że monitorują sytuację i chcą, by mieszkańcy czuli się bezpiecznie, ale przyznają, że ich pole manewru jest ograniczone. Specjaliści muszą teraz potwierdzić, czy za atakiem na pewno stoi wataha i co zrobić, by podobne sceny nie powtórzyły się w przyszłości. 🌲🐺🔍
Fotografia: pixabay.com

