Moda na inteligentne okulary nabiera tempa, a wraz z nią pojawiają się uzasadnione obawy o prywatność w miejscach publicznych. Choć na pierwszy rzut oka przypominają zwykłe oprawki korekcyjne, w rzeczywistości potrafią kryć całkiem pokaźny zestaw elektroniki. Rozpoznanie takiego gadżetu wcale nie wymaga wiedzy agenta wywiadu.
Najbardziej charakterystycznym elementem są zazwyczaj pogrubione zauszniki. To właśnie w nich producenci montują akumulatory, moduły Bluetooth, miniaturowe głośniki oraz mikrofony. Warto też rzucić okiem na zawiasy – widoczne porty USB-C, magnetyczne styki do ładowania czy nietypowe łączenia w tworzywie to jasny sygnał, że sprzęt jest zasilany baterią. W narożnikach ramek kryją się z kolei obiektywy kamer przypominające ciemne punkty oraz diody LED informujące o nagrywaniu. W popularnych modelach Ray-Ban i Oakley Meta po prawej stronie znajduje się kamera, a po lewej wskaźnik świetlny, choć niektórzy użytkownicy maskują go specjalnymi naklejkami. Na rynku są też wersje nastawione wyłącznie na dźwięk, jak Ray-Ban Meta Audio.
Wiele zdradza również samo zachowanie osoby noszącej oprawki. Ciągłe gładzenie zausznika, gesty dłonią w powietrzu, nagłe zawieszenie wzroku w jednym punkcie przy czytaniu tekstu na soczewce czy ciche komendy do wirtualnego asystenta to wyraźne poszlaki. W cichym pokoju zdradzić może też cichy dźwięk dobiegający wprost z oprawek, mimo braku tradycyjnych słuchawek. W wykrywaniu miniaturowych rejestratorów pomagają nawet aplikacje mobilne, takie jak Nearby Glasses czy ZuckOff, które skanują sygnały Bluetooth w najbliższym otoczeniu.
Polskie prawo pozwala na nagrywanie w przestrzeni publicznej bez zgody osób postronnych, o ile nie stanowi to uporczywego nękania. Publikacja czyjegoś wizerunku w sieci wciąż wymaga jednak zgody. Gdy sytuacja na siłowni, basenie czy w przychodni budzi wątpliwości, zamiast osobistej konfrontacji najlepiej powiadomić obsługę lub ochronę obiektu. 📸

