Do niezwykle pechowej, a zarazem kuriozalnej interwencji doszło na dworcu w Lublinie. W pociągu relacji Szczecin–Chełm obsługa znalazła pozostawiony bez opieki plecak oraz kurtkę. Szybko okazało się, że zguba skrywa w sobie coś więcej niż tylko podróżne drobiazgi.
Niefortunne znalezisko w wagonie
Pracownicy kolei, dbając o standardowe procedury bezpieczeństwa, zajrzeli do porzuconego bagażu. Zamiast kanapek czy ubrań na zmianę, natrafili na podejrzanie wyglądający susz. Służby nie zwlekały ani chwili – Straż Ochrony Kolei po wstępnej weryfikacji znaleziska natychmiast powiadomiła policję.
Właściciel sam wpadł w pułapkę
Najbardziej zaskakujący zwrot akcji nastąpił jednak chwilę później. Właściciel bagażu, najwyraźniej bardzo stęskniony za swoją własnością, sam podszedł do patrolu SOK i zapytał o zgubiony plecak oraz kurtkę. Z dużą dbałością o szczegóły opisał swój dobytek, nieświadomy, że właśnie wystawia policji gotowy akt oskarżenia. Funkcjonariusze uprzejmie skierowali go do miejsca przechowywania bagażu, gdzie zamiast radosnego odbioru rzeczy, czekały na niego kajdanki.
Finał tej historii jest mało optymistyczny dla młodego pasażera:
- Mężczyzna został natychmiast zatrzymany i przewieziony na komisariat.
- Przedstawiono mu już oficjalne zarzuty.
- Za posiadanie środków odurzających grozi mu teraz kara nawet do 3 lat więzienia.
Morał z tej historii jest krótki: czasem lepiej pogodzić się ze stratą plecaka i kurtki, niż osobiście meldować się u mundurowych z „niespodzianką” w środku. A przecież mógł po prostu dać sobie spokój i wrócić do domu bez bagażu…
Fotografia: pixabay.com

