Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wizje rozwoju miasta były iście mocarstwowe. W 1985 roku świętowano przekroczenie magicznej granicy 100 tysięcy mieszkańców, a ówczesne plany zakładały, że do 2010 roku liczba ta wzrośnie do imponujących 240 tysięcy. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna dla tych prognoz. Zamiast metropolii, obserwujemy powolny, ale systematyczny odpływ ludności, a Koszalin z roku na rok się kurczy.
Statystyki nie pozostawiają złudzeń
Koniec roku to czas podsumowań, również tych demograficznych. Niestety, bilans nie napawa optymizmem. Jeszcze pod koniec 2024 roku w mieście zameldowanych było ponad 94,5 tysiąca osób. Tymczasem dane z 29 grudnia 2025 roku wskazują, że liczba ta spadła do 93 772 osób. Oznacza to, że w ciągu zaledwie 12 miesięcy ubyło blisko 800 stałych mieszkańców.
Urzędnicy zwracają uwagę, że obraz ten nieco poprawiają osoby przebywające w mieście tymczasowo. Jak słyszymy w ratuszu, mamy też osoby z meldunkiem czasowym, a takich osób jest dziś 2290. To jednak nie zmienia ogólnego, spadkowego trendu.
Ujemny przyrost naturalny
Dlaczego miasto pustoszeje? To nie tylko kwestia wyjazdów za pracą czy na studia. Głównym problemem staje się demografia – rodzi się coraz mniej dzieci, a liczba zgonów przewyższa liczbę narodzin. W 2025 roku urzędowe statystyki wyglądały następująco:
- sporządzono 1643 akty zgonu (z czego 1598 dotyczyło osób zmarłych w samym Koszalinie),
- zarejestrowano 1362 akty urodzenia (w tym urodzenia żywe oraz te wpisane z zagranicy).
Patrząc na surowe dane, sytuacja jest jasna: w minionym roku na świat przyszło o wiele mniej nowych obywateli, niż pożegnaliśmy mieszkańców, co bezpośrednio przekłada się na kurczenie się miejskiej populacji.
Fotografia, źródło: koszalin.pl

