Miało być wielkie bum i biblijny potop, a skończyło się na… zakupach w salonie samochodowym. Samozwańczy prorok z Ghany zapowiadał, że 25 grudnia świat zniknie pod wodą. Przestraszeni wizją zagłady wierni, chcąc zapewnić sobie przetrwanie, sprzedawali całe swoje majątki. Pieniądze te trafiały prosto do kieszeni duchownego, który obiecywał budowę współczesnych „arek” ratunkowych.
Modlitwa czy nowa fura?
Kiedy nadszedł sądny dzień, a na niebie nie pojawiła się ani jedna groźna chmura, guru szybko znalazł wytłumaczenie. Stwierdził, że niebiosa wysłuchały jego gorliwych próśb i dały ludzkości drugą szansę oraz więcej czasu na rozbudowę floty. Okazało się jednak, że do zarządzania tym boskim projektem niezbędny jest odpowiedni środek transportu.
Duchowy lider, korzystając z hojności wystraszonych wyznawców, sprawił sobie Mercedesa o wartości 100 tysięcy dolarów. Mimo braku jakiejkolwiek powodzi, mężczyzna kontynuuje swoją misję, porównując się do biblijnego Noego i twierdząc, że po prostu wypełnia polecenia z góry. W końcu, jak głosi stare porzekadło motoryzacyjne – bez gwiazdy nie ma jazdy.

