Zazwyczaj kojarzymy je z irytującym bzyczeniem i swędzącymi ukąszeniami, ale naukowcy z McGill University znaleźli dla nich zupełnie nowe, inżynierskie zastosowanie. Okazuje się, że trąbka nieżywego komara to genialna w swojej prostocie, naturalna mikro-dysza. Ten cieniutki narząd o średnicy około 20 mikrometrów pozwolił badaczom uzyskać precyzję druku, która jest trudna do osiągnięcia nawet przy użyciu drogich, metalowych końcówek.
Necroprinting, czyli drugie życie owada
Eksperyment, który otrzymał już swoją nazwę – 3D necroprinting – udowodnił, że natura jest najlepszym projektantem. Proboscis komara, po odpowiednim przygotowaniu i zamontowaniu na standardowej drukarce, bez problemu wytrzymał ciśnienie potrzebne do dozowania gęstych bio-atramentów. Co najważniejsze, koszt takiej „części zamiennej” wynosi mniej niż jednego dolara, co w świecie precyzyjnej aparatury laboratoryjnej jest kwotą wręcz śmieszną.
Jak podkreślają badacze, eksperyment pokazuje, że biologia może dostarczyć gotowych, naturalnie zoptymalizowanych elementów, których trudno dorobić się metodami inżynierskimi. Ta nowa technika otwiera drzwi do wielu fascynujących zastosowań:
- projektowania precyzyjnych mikroimplantów;
- tworzenia struktur o znaczeniu medycznym (bioprinting);
- ekologicznej produkcji biodegradowalnych narzędzi.
Choć pomysł wykorzystania martwego owada jako części maszyny może brzmieć nieco makabrycznie lub humorystycznie, świat nauki przyjął go z dużym entuzjazmem. To dowód na to, że w dążeniu do miniaturyzacji warto czasem spojrzeć na rozwiązania, które ewolucja doskonaliła przez miliony lat.
Fotografia, źródło: Scientific Advances

