Na Lotnisku Chopina w Warszawie widuje się różne sceny, ale ta zdecydowanie przebija wszystko. Pasażerowie wpadli w konsternację, widząc młodą kobietę przechadzającą się po terminalu z dość niepokojącym napisem na samym środku czoła: „bomba”. Czujni podróżni nie czekali ani chwili i natychmiast zgłosili sprawę funkcjonariuszom Straży Granicznej.
Wybuchowy żart czy nieporozumienie?
Mundurowi szybko namierzyli 29-letnią obywatelkę Ukrainy, która spokojnie czekała na swój lot do Zurychu. Okazało się, że napis był autentyczny, ale jego interpretacja… dość zaskakująca. Kobieta tłumaczyła, że umieściła go tam dla żartu. Chodziło jej o to, że to ona jest „bombą” – w domyśle: seksbombą – a nie, że przenosi w bagażu materiały wybuchowe.
Służby jednak nie mają poczucia humoru w takich kwestiach, zwłaszcza w obecnych czasach. Przeszukano bagaże i rzeczy osobiste podróżnej. Zagrożenia na szczęście nie stwierdzono, ale portfel „bombowej” pasażerki nieco schudł. Za swoje artystyczne zapędy i wywołanie niepokoju została ukarana mandatem w wysokości 500 złotych.
Nasz komentarz: Trzeba przyznać, że to chyba najdroższy komplement, jaki można sobie samemu sprawić, choć z drugiej strony – 500 złotych za oficjalne potwierdzenie przez służby państwowe, że faktycznie jest się „bombą”, to w sumie całkiem niezła okazja!
Fotografia, źródło: joemonster.org

