Historyczny rekord na polskim wybrzeżu
Jeśli byliście ostatnio na spacerze nad morzem i odnieśliście wrażenie, że plaża zrobiła się jakaś taka… szersza, to wcale nie była iluzja. W pierwszych tygodniach lutego poziom Bałtyku spadł o blisko 67 centymetrów poniżej normy. To absolutny rekord – tak niskiej wody nie odnotowano od początku systematycznych pomiarów, czyli od 1886 roku! 😮
Co za tym stoi? Winowajcą jest nietypowa pogoda. Nad naszym morzem rozsiadł się potężny wyż, który przyniósł silne i uparte wschodnie wiatry. Taka cyrkulacja dosłownie wypycha wodę z Bałtyku przez cieśniny duńskie wprost do Morza Północnego. Szacuje się, że z naszego basenu „uciekło” w ten sposób aż 275 kilometrów sześciennych wody. To gigantyczna ilość! 💨
Wielkie odświeżanie głębin
Choć widok odsłoniętego dna może niepokoić, naukowcy uspokajają: nie ma mowy o katastrofie. Wręcz przeciwnie, oceanografowie zacierają ręce! Dlaczego? Bo to, co teraz wypływa, to woda słonawa i uboższa w tlen. Kiedy sytuacja baryczna się zmieni, Bałtyk zacznie „zasysać” wodę z powrotem. 🔄
To właśnie ten moment jest kluczowy:
- Z Morza Północnego wpłynie do nas woda bardziej słona i gęsta. 🧂
- Będzie ona lepiej natleniona, co jest zbawienne dla organizmów żyjących przy dnie. 🦀
- Dzięki swojej gęstości dotrze do najgłębszych zakamarków, poprawiając warunki w beztlenowych strefach. 🌬️
Takie zjawisko nazywa się wlewem (MBI) i jest dla Bałtyku jak potężny łyk świeżego powietrza. Eksperci przewidują, że obecna sytuacja daje szansę na jeden z największych wlewów, jakie kiedykolwiek obserwowano. „To często sytuacja wyczekiwana, bo po ustąpieniu wyżu woda wraca bogatsza w tlen, co uruchamia kaskadę pozytywnych zmian w całym systemie”. Wygląda więc na to, że przyroda właśnie robi wielkie porządki, by naszym rybom żyło się lepiej! 🐟💙
Fotografia: pixabay.com

