Nowoczesność utonęła w kałuży
Mówiono nam, że droga ekspresowa to szczyt inżynierii, ale na słynnym już odcinku S6 między Karwicami a Sławnem Zachód nowoczesność po prostu poszła na dno ⚓. Zamiast mknąć przed siebie, kierowcy mogli co najwyżej testować swoje pontony. Zaawansowane systemy odpływowe najwyraźniej nie przewidziały tak ekstremalnego zjawiska pogodowego jak… zwykła odwilż i opady deszczu. Woda zalała trasę, a odcinek został widowiskowo i skutecznie zamknięty w obu kierunkach.
Bohaterska walka z wielką wodą
Przez cały poniedziałek trwała tam epicka bitwa z żywiołem 🚒. Strażacy dwoili się i troili, próbując pompować to, co natura zrzuciła na asfalt. Skala tej wielkiej „niespodzianki” robiła wrażenie – szacowano, że na miejscu zebrało się około 2500 metrów sześciennych wody! Co gorsza, nikt z obecnych na miejscu służb nie potrafił określić, ile jeszcze deszczówki wesoło spłynie z okolicznych pól prosto do drogowych rowów, które już dawno przestały pełnić swoją funkcję.
Drogowcy rozkładali tylko bezradnie ręce, tłumacząc to niefortunne zastoisko spływającą wodą i zaznaczając, że ewentualne otwarcie trasy zależało wyłącznie od wydajności strażackich pomp i tempa opadania tego niespodziewanego jeziora. Do akcji ściągano kolejne zastępy ze sprzętem o najwyższej mocy.
Nostalgiczny powrót do przeszłości
Ponieważ nikt nie wiedział, kiedy ten wodny park rozrywki zostanie w końcu zamknięty, a droga osuszona, kierowcom zafundowano przymusową podróż w czasie 🕰️. Pechowcy na trasie musieli:
- szybko przeprosić się ze starym, dobrze znanym przebiegiem drogi krajowej numer 6 🛣️,
- uzbroić się w anielską cierpliwość podczas ślimaczącego się objazdu 🐌,
- podziwiać z okien aut, jak woda z pól skutecznie paraliżuje infrastrukturę za grube miliony 💸.
Kto by pomyślał, że trochę deszczu i topniejącego śniegu to arcywróg, na którego nasza wspaniała „eska” zupełnie nie była przygotowana! 😉
Fotografia: pixabay.com

