Podczas gdy większość z nas szuka wymówek, by nie jechać rowerem po bułki do osiedlowego sklepu, pewien pasjonat dwóch kółek z Kołobrzegu udowodnił, że granice istnieją tylko w głowie 🏆! Śmiałek wyruszył prosto z kołobrzeskiego molo i po pokonaniu potężnej pętli wokół Morza Bałtyckiego zameldował się dokładnie w tym samym miejscu. Licznik wyprawy wskazał imponujące 35 dni i prawie 6 tysięcy kilometrów!
To nie była pierwsza tak szalona ekspedycja tego podróżnika, bo na swoim koncie ma już rowerowe trasy do Aten oraz Marrakeszu. Tym razem obrał kierunek na północ, a po powrocie podzielił się swoimi wrażeniami z trasy. Co ciekawe, polska infrastruktura rowerowa wypada naprawdę znakomicie na tle wschodnich sąsiadów! Z relacji z trasy wynika, że na Litwie i Łotwie ścieżki pozostawiają jeszcze sporo do życzenia, podczas gdy w Estonii widać już wyraźny skandynawski sznyt.
Prawdziwym rajem dla każdego kolarza okazała się jednak Finlandia – wjechanie na tamtejsze szlaki określone zostało jako wyprawa w zupełnie inny, kosmiczny świat! Skandynawia zachwyca także swobodą, ponieważ zarówno w Finlandii, jak i w Szwecji biwakowanie na dziko w otoczeniu przyrody jest w stu procentach legalne.
Po powrocie do domu nie ma jednak mowy o długim wylegiwaniu się na kanapie 🧭. W planach podróżnika jest już kolejna wyprawa, a celem znów ma być daleka północ. Pozostaje tylko pozazdrościć żelaznej kondycji i pakować sakwy!
Fotografia: pixabay.com

