Majówka oficjalnie za nami, a turyści i mieszkańcy masowo ruszyli w stronę Bałtyku. Niestety, o ile pogoda dopisała, o tyle transport publiczny zaliczył bolesny upadek. Trasy nadmorskie stały w korkach, ale to, co działo się na torach, to już zupełnie inna skala trudności. 🤯
Dramat na stacji w Dąbiu
Najgorzej sytuacja wyglądała na trasie ze Szczecina do Świnoujścia. Na stacji w Dąbiu pasażerowie przeżywali prawdziwe oblężenie, a wielu z nich musiało po prostu obejść się smakiem i zostać na peronie. 🚉 Składy były tak zapełnione po brzegi, że wejście do środka z dzieckiem w wózku czy rowerem graniczyło z cudem.
Główne problemy pasażerów to:
- Brak fizycznej możliwości wejścia do wagonów,
- Ogromny tłok uniemożliwiający podróż z rowerem,
- Sprzedaż biletów przez przewoźnika bez kontroli nad faktycznym obłożeniem składów. 🎫
Najbardziej poruszające są historie osób, które na peronie spędziły niemal pół dnia. Jeden ze starszych panów, podróżujący z małym rowerem, czekał aż pięć godzin i musiał odprowadzić wzrokiem cztery kolejne pociągi, do których fizycznie nie dało się wcisnąć. Warto dodać, że przewoźnik sprzedaje bilety, nie mając pełnej wiedzy o obłożeniu, co tylko potęguje chaos. 🚲📉
Fotografia: pixabay.com
